Malowane piórem

 


Przemysław Murach – poeta, humanista; ukończył Liceum Ogólnokształcące Spółdzielni Oświatowej w Ostrowie Wielkopolskim w klasie z rozszerzonym programem nauczania informatyki i języka niemieckiego, jednak na kierunek swoich studiów wybrał anglistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. W przyszłym roku planuje również studiować niderlandystykę. Interesuje go także kultura japońska. Nie ma dnia, w którym nie słuchałby muzyki, bo zajmuje ona bardzo ważne miejsce w jego życiu – stąd głównie czerpie inspiracje do swoich wierszy. Za najlepszy album muzyczny uważa „Végétal” Émilie Simon, a tuż za nim stoi „Strange Mercy” St. Vincent. Bardzo ceni sobie twórczość Wisławy Szymborskiej oraz Katarzyny Nosowskiej. Uwielbia też koty, sam ma w posiadaniu cztery i ceni je głównie za to, że potrafią być tak samo irytujące jak on. I mają charakter. Pisze od dawna, ale mało wierszy spod jego pióra go zadowala, dlatego bardzo często je zmienia. Te niezmienione i wysłane na konkursy zostały docenione – II miejsce w XVI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim Młodych „Nadchodzące Pokolenia”, dwukrotnie pierwsze miejsce oraz wyróżnienie w ostrowskich „Walentynkach w wierszu”, III miejsce w konkursie „Nad głębiami” oraz wyróżnienia w „Poetyckich listopadach” i „Poetyckiej wiośnie”. W 2011 roku w murach LOSO odbył się pierwszy wieczór autorski, na którym młody poeta prezentował własną twórczość poetycką, natomiast we wrześniu 2014 roku w pięknym wnętrzu Forum Synagoga, odbyła się promocja debiutanckiego tomiku „Przyłapany na znikaniu”.

 



Od samego początku byłem nastawiony na naukę w LOSO, bo ukończyłem też tutaj gimnazjum, więc wiedziałem już, że będę miał lekcje ze świetnymi nauczycielami w przyjemnej, kameralnej atmosferze. Nie ukrywam, że to jest według mnie chyba największy atut tego liceum - małe klasy, w których świetnie współpracuje się z rówieśnikami i kadrą pedagogiczną.

 

 

Przemysław Murach, rocznik 2011-2014

 

JESTEM

Jestem prawdziwą złością tłumioną w środku
I zerem absolutnym na powierzchni słońca
Jestem drzewem rosnącym w głąb ziemi
Ale nie próbuj mnie zawrócić
Jestem wichurą w centrum metropolii
I pustą butelką w morzu skutym lodem
Jestem kwiatem rosnącym na środku pustyni
Ale nie mogę pokonać piasków
Jestem tym, co kot napłakał na podłogę
I melodią, która nie ma żadnych nut
Jestem porównaniem, które na niczym się nie opiera
Ale chcę być twoim oparciem


LISTA ZAKUPÓW

U mnie:
sto par pogniecionych myśli
i trzy litry rozlanej motywacji
opłata za słowa
rachunek za światopogląd
i zużycie kroków
Płacę za wiele znajomości,
z których później nic nie wynika
Spłacam raty za tajemnice,
których nie dotrzymałem
Rozmowa wtedy, kiedy jest promocja
Uśmiech wyłącznie, gdy mam na niego rabat
Z reguły pomija się nawiasy,
z reguły tylko za klamrą się liczy
Z reguły siedzę pod ciemnym kloszem
i nikt nie chce mi włączyć światła


PRZYPADKI

Jestem odmieńcem
I odmieniam się przez przypadki
Nie mam liczby mnogiej
I jestem nieobliczalny
Jestem pełen podobieństw
I mam przez to problemy
Gdy chcę z kimś porozmawiać
A moja twarz stapia się z tłem
Bo w końcu
Nie poznasz mnie
Gdy zmienię zdanie
Zaprzeczę sobie
I po raz pierwszy objawię ci się
Jako nieodmienny


ZUPA NA GWOŹDZIU

Uderz w kieliszek
Nie za mocno
Zbij całe szkło
Byleby nie za dużo
Do smaku soli morskiej
Trochę sobie dodaj
Twoje oczy nieruchomo
Zawieszone na półmisku
Żadnego smaku nie mam
Nazwij mnie bezsmacznością

Podano do stołu
Tylko drugie danie
Jestem w zupie na gwoździu
Dryfuję po podłodze
Wsiąkam w płytki dywan
Umysł mi już mięknie
Kości mi zamokły
W gardle sól już się
Skrystalizowała
To tak między nami

 

Nogi jak makaron
Chociaż krew pęcznieje
Zamieszaj mnie starannie
Wbij jedno żółtko
Przypadkiem wrzuć skorupkę
Podgrzej mnie z wanilią
Ubij pianę z cukrem
Wylej mnie do zlewu

 

Dziennik elektroniczny

Zobacz

 

Galeria

Zobacz

 

Biblioteka

Zobacz